grzelka.info

Kody na literę: v

wybierz stronę: [1] 2
wszystkie kody na tą literę: 30

Platformy
PC
Play Station
Play Station 2
Amiga
Commodore 64
Dreamcast
GameBoy
GameBoy Advance
Sega
MAC
NES
Nintendo 64
Xbox
Kody na literę
A B C D E F G H I J K L M N O P Q L S T U V W X Y Z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Serwis
Valid CSS
Valid XHTML 1.1 Strict

50 Cent: Bulletproof (PS2) Ta gra była zapowiadana od dawna i czekali na nią nie tylko fani popularnego rapera. Liczono przede wszystkim na to, że będzie to produkt może nie przełomowy, ale przynajmniej godny zainteresowania. Okazało się, że Kuloodporny to gra przeciętna, brutalna i, co tu dużo mówić, nudna. Zachodnie serwisy pojechały po niej równo, a przeciętna ocen nie przekroczyła 45%, co powinno dać Wam już jakie takie pojęcie o jakości tego tytułu. 50 Cent: Bulletproof trafił także do naszej redakcji, konkretnie na moje biureczko, więc nie ociągając się zbyt długo, zabrałem się do pracy. Pierwszy poziom jest niejako wprowadzeniem, a właściwa zabawa zaczyna się dopiero po jakimś czasie. 50 Cent dostaje telefon od swego kumpla K-Doga, który wpadł w tarapaty i wzywa naszego bohatera na pomoc. Ten oczywiście ładuje spluwy i wraz z G-Unit wkracza do akcji. Na miejscu okazuje się, że to zasadzka i choć rozbija w pył wszystkich atakujących, sam dostaje dziewięć kulek. Pierwsze wrażenie było bardzo negatywne. Myślałem, że czeka mnie typowa rzeźnia ze strzelaniem do wszystkiego co się rusza. Dopiero potem okazało się, że jest nieco inaczej, więc spojrzałem na grę łaskawszym okiem. Po postrzale (co za niespodzianka, nasz bohater mimo dziewięciu kulek nadal żyje) i krótkiej rekonwalescencji u doktorka, który wygląda jakby nie robił nic innego, tyko wciągał jak odkurzacz wszystko co wpadnie mu w łapy, 50 Cent wraca na ulicę. Znajduje sobie małe mieszkanko, do pomocy zaprzęga kumpli i co jakiś czas wyrusza na kolejną misję. Naszym podstawowym terenem działań jest mały zaułek, gdzie znajduje się nasze lokum, przenośny sklep z bronią zlokalizowany w małej furgonetce i prowadzony przez weterana wojennego (w tej roli Dr. Dre), sklep z alkoholem oraz kino. W tym ostatnim lokalu bohater może zaopatrzyć się w nowe, bardziej efektowne sposoby eliminowania przeciwnika. Mamy też skorumpowanego glinę McVicara (głos pod tę postać podkładał Eminem), sprzedającego informacje za odpowiednią sumę. Titans of Steel: Warring Suns Kilka dni temu z okazji święta Świętego Walentego firma Matrix Games postanowiła zrobić fanom gier strategicznych prezent, udostępniając jeden z tytułów ze swojego bogatego katalogu całkowicie za darmo. Prezentem stał się pięcioletni ale nadal bezkonkurencyjny tytuł, którego recenzję właśnie czytacie. „Titans of Steel: Warring Suns” to gra dla wielbicieli bojowych maszyn kroczących, zwanych też mechami. Co prawda tutaj zwą się one TitanAT, ale chodzi o to samo. Nazwa zaś jest inna, bo gra w żadnym stopniu nie opiera się na licencji FASA (i Microsoftu) – twórców oryginalnego planszowego „BattleTech” oraz znanej serii gier „MechWarrior” i „MechCommander. Jej twórcy, Matrix Games, nie użyli licencji, ale w zasadzie wszystko jest tu bardzo podobne do tego, co znamy ze świata walczących ze sobą Klanów i rodów Wewnętrznej Sfery, więc każdy gracz obznajomiony z tamtymi klimatami, poczuje się tutaj od razu jak u siebie w domu. „Titans of Steel” to strategia z bardzo wyrazistymi elementami RPG i mniej znaczącym wątkiem ekonomicznym. W zasadzie można by porównać ten tytuł do obu części „MechCommandera”, bowiem wcielamy się tu w dowódcę najemnego oddziału, składającego się z tytanów i ich pilotów (zwanych jock - dżokejami). Jak prawdziwe, stutonowe, stalowe ogary wojny udajemy się tam, gdzie tylko można zarobić, gdzie tylko jest popyt na nasze usługi. Aby jednak ruszyć do boju, najpierw musimy stworzyć swój team, a jeszcze przed tym obligatoryjnie zaliczyć bardzo pomocny „tutorial”. Podanie o pracę drukarki do szarf samochody Kurtki Orsay włókno szklane Tanie domeny katalog